Wszy były, są i będą z nami

Jak długo wszy towarzyszą człowiekowi? Jakimi ścieżkami potoczyła się ewolucja?

Zacznijmy o początku. Od tego, jak wszy stały się krwiopijcami. Wszy pochodzą od gryzków, drobnych, wolno żyjących owadów, które nie są pasożytami, odżywiają się najczęściej resztkami organicznymi lub grzybami. Niektórzy z czytelników pewnie mieli z nimi do czynienia, część gatunków jest synantropijna, to znaczy, że występują blisko człowieka, w naszych domach.

Upraszczając, bo cały proces był bardzo skomplikowany, a trwał miliony lat: dawno temu jakiś gryzek „pomyślał”, że fajnie byłoby przebywać w pobliżu jakiegoś zwierzęcia i wprowadził się do gniazd, zaczęło się od ptasich. Przybywając tam, zaczął „pogryzać” właściciela: żywić się piórami, wydzielinami naskórka, łojem itd. Stąd mamy wszoły.

Wszoły, Mallophaga, żywią się także zwierzęcą sierścią, martwym naskórkiem. Mają aparat gryzący, pasożytują u ptaków i ssaków, ale nie potrafią wysysać krwi. Jednak w którymś momencie stało się tak, że wszoł zasmakował w krwi żywiciela. Oczywiście musiał wykształcić się aparat kłująco-ssący i tak powstały wszy.

Wszy – Anoplura – i wszoły – Mallophaga – funkcjonują we wspólnej grupie Phthiraptera.

Z człowiekiem wszy są od dawna, wiemy, że na pewno od prehistorii. Same osobniki wszy nie zostały jeszcze odnalezione w skamieniałościach (dotychczasowe odkrycia zostały obalone), natomiast w plejstoceńskim bursztynie odnaleziono jaja Phthiraptera, a mumie egipskie miały jaja wszy na włosach (przy mumiach znajdowano również grzebienie do wyczesywania tych pasożytów).

Są dowody, że wszy ludzkie musiały mocno modyfikować swoje zachowanie, budowę ciała, aby się do nas dostosować, zwłaszcza wtedy, gdy zrzuciliśmy „futro”, a one nie mogły już występować na całej powierzchni naszego ciała. To właśnie wtedy z jednego gatunku zrobiły się dwa.

Czy mogłaby Pani przedstawić pokrótce historię badań nad tymi pasożytami? Przychodzą tu na myśl prof. Rudolf Weigl i jego karmiciele wszy czy prof. Feliks Piotrowski, o którym wspomina Pani w wywiadach, ale to na pewno nie koniec...

Och, sięga ona czasów Arystotelesa (IV w. p.n.e.). To w jego zapiskach oraz wcześniejszych, papirusach egipskich, znajdziemy informacje o wszach oraz metodach ich zwalczania. Aż do XVIII w. wierzono, że wszy powstają na skutek samorództwa, głównie z braku higieny. Tak więc mało się nimi zajmowano. Za to obarczano je odpowiedzialnością za różne plagi lub śmierć, zwykle były karą dla chrześcijan.

Tak naprawdę dopiero w XX wieku rozpoczęto intensywne badania nad tą grupą pasożytów. Ale głównie ze względu na choroby, które wywoływały lub drobnoustroje, jakie przenosiły. Naukowców interesowały głównie wszy związane z człowiekiem oraz zwierzętami gospodarskimi. Im większa epidemia chorób odwszowych, tym większe zainteresowanie. Na świecie jest wówczas kilku specjalistów zajmujących się omawianą grupą zwierząt. Jedni badają ich budowę, inni zachowania, a jeszcze inni skupiają się na chorobotwórczości. Stąd m.in. badania Polaka Rudolfa Stefana Jana Weigla (1883-1957) nad szczepionką na tyfus podczas II wojny światowej. Naukowiec uratował miliony istnień nie tylko przez stworzenie szczepionki, ale również dając pracę karmicielom wszy podczas wojny. Innym Polakiem, który je badał, był prof. Feliks Piotrowski. Badania, jakie prowadził, skupiały się na różnych aspektach, m.in. rozwoju zarodkowym, występowaniu czy chorobotwórczości.

Jednak nie sposób wymienić wszystkich współczesnych badaczy, anoplurologów, gdyż obecnie są ich setki.

Wszy były są i będą z nami