Bieda w Ameryce
Wydana przez Marginesy „Bieda w Ameryce” nie jest książką dla każdego. Jeśli silnie definiujesz się przez spór polityczny, uważasz za liberała, socjalistę, konserwatystę, lewicowca, prawicowca, wolnościowca czy jakiego byśmy określenia nie użyli, jeśli odrzucasz wszystko, co w najmniejszym stopniu nie zgadza się z przyjętą przez Ciebie ideologią, jeśli obrażają Cię fakty, to szkoda Twojego czasu. To lektura dla osób o otwartych umysłach, takich, które potrafią przed samymi sobą przyznać się, że rzeczywistość może nie wyglądać tak, jak sobie wymyśliły.
Jej autor, Matthew Desmod, jest socjologiem, profesorem Uniwersytetu w Princeton, badaczem gospodarki i nierówności w USA, laureatem m.in. nagrody za twórczość na rzecz sprawiedliwości społecznej. Z doświadczenia wie, czym jest bieda, bowiem urodził się w ubogiej rodzinie, doświadczył straty domu. Gdy zajął się badaniem zjawiska biedy, mimo własnych doświadczeń życiowych, chciał wiedzieć więcej. mieszkał więc na osiedlach przyczep kempingowych, w mieszkaniach na wynajem w ubogich dzielnicach amerykańskich miast, obserwował tamtejsze życie. Bada też biedę w sposób bardziej „standardowy”, opierając się na statystykach i wszelkich innych usystematyzowanych danych.
Sam przyznaje, że gdy zaczął zajmować się tym zjawiskiem, uwierzył w rozpowszechnione wśród liberalnej części społeczeństwa przekonanie, że Stany Zjednoczone od dekad nie radzą sobie z likwidacją biedy, gdyż od czasów Reagana zapanował „neoliberalizm” i państwo biednym nie pomaga. Jednak zauważył, że ta pomoc stale rośnie i rosła też w czasie rządów Reagana.
Neoliberalizm stał się dziś częścią słownika amerykańskiej lewicy, lecz na próżno szukałem go w suchych zapisach budżetów federalnych – przynajmniej w odniesieniu do pomocy dla ubogich, pisze Desmond. Przypomina też, że wbrew temu, co głoszą przeciwnicy pomocy społecznej, biedni nie wydają otrzymanych pieniędzy na używki. Gospodarstwa domowe należące do 20% najbogatszych wydają 2-krotnie większą część budżetu domowego na alkohol, niż gospodarstwa domowe 20% najuboższych, stwierdza autor. I dodaje, że argumenty o demoralizującym wpływie pomocy społecznej na jej beneficjentów zawsze opierały się na dowodach anegdotycznych i „chłopskim rozumie”.
Ameryka to kraj kontrastów i paradoksów. Gdy Desmond zaangażował się w działania na rzecz mieszkalnictwa w Waszyngtonie, od doświadczonych działaczy społecznych dowiedział się, że czego jak czego, ale żaden polityk nie ośmieli się tknąć odliczeń od pożyczek hipotecznych, z których korzystają zamożni Amerykanie. I stał się cud. Ulga została zmniejszona w czasie... pierwszej kadencji Donalda Trumpa.
Skoro więc nie rząd, który skąpi biednym pomocy, skoro nie demoralizujący wpływ tej pomocy na biednych, skoro nie sprawdzają się żadne uproszczone lewicowe czy prawicowe diagnozy, a poziom biedy w najbogatszym kraju świata pozostaje zawstydzająco wysoki, to co jest jej przyczyną?
Jak zauważył na wstępie Desmond, dotychczas wszystkie książki o biedzie w USA, były książkami o biednych. Zdałem sobie sprawę, że ten problem wymaga innego podejścia. Żeby zrozumieć przyczyny biedy, musimy spojrzeć dalej, poza biednych. Ci z nas, którzy żyją w wygodzie i dostatku, muszą przyjrzeć się samym sobie. Czy my – bezpieczni i ubezpieczeni, z własnym dachem nad głową, z wyższym wykształceniem, chronieni przez system szczęściarze – mamy jakikolwiek związek z całym tym niepotrzebnym cierpieniem?
Z tą myślą Was zostawię. Zachęcając do lektury z otwartym umysłem.


Komentarze (0)