Iloma językami mówila ludzkość w przeszłości? Naukowcy doszli do zaskakujących wniosków
Obecnie na świecie istnieje około 7500 języków. Brzmi imponująco, ale nowe badanie opublikowane w Science pokazuje, że to zaledwie blady cień dawnej różnorodności językowej. Damian Blasi (Uniwersytet Pompeu Fabra, Uniwersytet Harvarda), Marcus Hamilton (University of Texas, Santa Fe Institute), Russell Gray (Instytut Antropologii Ewolucyjnej im. Maxa Placka, Uniwersytet w Auckland) i Claire Bowern (Yale University) zrekonstruowali, jak zmieniała liczba języków w holocenie i doszli do wniosku, że 3000–1000 lat temu na Ziemi mogło istnieć nawet kilkadziesiąt tysięcy języków.
Problem z rekonstrukcją przeszłości językowej polega na tym, że bezpośrednie dowody – zapisane teksty – liczą sobie co najwyżej 6 tysięcy lat, a systematyczna dokumentacja języków to zjawisko ostatnich stuleci. Badacze musieli więc oprzeć się na metodach pośrednich, łącząc dane etnograficzne, modele paleodemograficzne oraz statystykę.
Do tej pory funkcjonowały trzy konkurencyjne hipotezy dotyczące językowej różnorodności. Hipoteza niezwykle różnorodnego paleolitu zakładała, że liczba języków systematycznie malała od 12 tysięcy lat, w miarę jak rolnictwo wypierało zbieracko-łowieckie społeczności. Hipoteza demograficznego wzrostu twierdziła przeciwnie – że to właśnie rolnictwo i towarzyszące mu migracje pozwoliły językom się namnażać, a spadek nastąpił dopiero wraz z pojawieniem się dużych państw. Trzecia, hipoteza równowagi, sugerowała długi okres stabilności, przerywany jedynie krótkimi wstrząsami demograficznymi, aż do nowożytnej kolonizacji.
Aby rozstrzygnąć spór, autorzy zbudowali model oparty na trzech założeniach. Po pierwsze, wielkość populacji łowiecko-zbierackich – a więc i społeczności posługujących się jednym językiem – była względnie stała w czasie i przestrzeni, niezależnie od warunków środowiskowych; mediana wynosiła około 800 osób. Po drugie, każda taka grupa etnolingwistyczna odpowiadała mniej więcej jednemu językowi, przynajmniej we wczesnym holocenie. Po trzecie, wzrost populacji ludzkiej z czasem wyprzedzał wzrost liczby języków, bo nowe technologie i formy organizacji społecznej pozwalały coraz większym grupom dzielić ten sam język.
Kluczowym elementem modelu była zależność między liczbą języków a liczbą ludności. Liczbę języków w danym momencie przedstawiono jako iloczyn wielkości populacji globalnej oraz stosunku liczby języków do liczby osób, oszacowanego na dwóch krańcach – 12 tysięcy lat temu i dziś – przy założeniu, że malał on monotonicznie. Pozwoliło to wygenerować tysiące możliwych trajektorii, próbkowanych co tysiąc lat. Mimo ogromnej niepewności, zaledwie trzy wspólne wzorce wyjaśniły ponad 96 procent zmienności wszystkich scenariuszy.
Badania dały zaskakujące wyniki. Tuż przed pojawieniem się rolnictwa świat mówił mniejszą liczbą języków niż dziś, prawdopodobnie między 4500 a 6200, w skrajnych przypadkach od 3300 do 7800. Podważa to zarówno hipotezę bardzo różnorodnego paleolitu, jak i hipotezę równowagi – obie zakładały znacznie wyższe liczby u progu holocenu. Zamiast tego liczba języków rosła przez większość epoki wraz z populacją ludzką zwiększając się około 10-krotnie od początków holocenu i osiągając szczyt 1000–3000 lat temu. Okres ten, który autorzy nazywają "złotym wiekiem" językowej różnorodności, był całkowicie pomijany w teoriach na ten temat.
Złoty wiek zakończył się gwałtownie. Duże, scentralizowane społeczeństwa zaczęły powstawać już około 4 tysięcy lat temu, ale początkowo nie powstrzymało to wzrostu różnorodności językowej. Liczba języków rosła jeszcze przez kolejne tysiąclecia, aż do szczytu 1000–3000 lat temu. Dopiero potem nastąpiło gwałtowne załamanie, szczególnie w ciągu ostatnich dwóch tysiącleci, gdy to ekspansja wielkich, wieloetnicznych imperiów – a nie dopiero nowożytny kolonializm sprzed 500 lat – zaczęła dziesiątkować językową różnorodność świata. Tempo wymierania języków w tym okresie było, według modelu, szybsze niż przewidują nawet najbardziej pesymistyczne prognozy dla roku 2100.
Z badań wynika zatem, że obecna różnorodność językowa nie jest reprezentatywną próbką dawnego bogactwa ludzkiej mowy, lecz efektem selektywnego przetrwania języków należących do ekspansywnych grup, które dysponowały przewagą militarną, organizacyjną lub odpornością na choroby. Języki i kultury, które przetrwały do dziś, skorzystały z sukcesu politycznego czy technologicznego swoich nosicieli, a niekoniecznie z własnych wewnętrznych walorów.
To przesunięcie akcentu z selekcji na wymieranie ma daleko idące konsekwencje dla lingwistyki. Cechy językowe uznawane dziś za powszechne, niekoniecznie są takie dlatego, że są łatwiejsze do nauczenia się czy komunikacyjnie efektywniejsze – a właśnie takie funkcjonalne wyjaśnienia zwykle się przywołuje. Mogły one po prostu przetrwać przypadkowo, w cieniu imperiów, jako efekt uboczny podboju. Autorzy podkreślają, że intensywność i świeżość tego wąskiego gardła różnorodności czynią je istotną hipotezą zerową przy wyjaśnianiu skrzywionych rozkładów cech językowych na świecie.
Sami badacze zastrzegają, że ich model daje jedynie zgrubny obraz prehistorii i nie uwzględnia konkretnych mechanizmów oraz różnic regionalnych. Pokazuje jednak, że kryzys wymierania języków, o którym mówi się dziś jako o zjawisku nowożytnym, ma znacznie głębsze korzenie – sięgające czasów pierwszych wielkich cywilizacji, na długo przed erą europejskiego kolonializmu.



Komentarze (0)