Rytm śmiechu łączy nas z wielkimi małpami
Chiara De Gregorio i Adriano R. Lameira z Uniwersytetu w Warwick oraz Marina Davila-Ross z Uniwersytetu w Portsmouth przeanalizowali nagrania śmiechu wszystkich pięciu żyjących gatunków wielkich małp człekokształtnych – orangutanów, goryli, bonobo i szympansów – oraz czworga ludzkich niemowląt i małych dzieci. Wszystkie nagrania pochodziły z zabawy albo łaskotania, czyli sytuacji, w których śmiech pojawia się najbardziej naturalnie. Badacze zmierzyli odstępy między kolejnymi „ha” sprawdzając, czy śmiech jest miarowy.
Okazuje się, że tak. Już wspólny przodek ludzi i wielkich małp, żyjący około 15 milionów lat temu, najprawdopodobniej śmiał się w sposób rytmicznie uporządkowany. Skoro bowiem regularny rytm śmiechu występuje u orangutana, goryla, bonobo, szympansa i człowieka, najprościej wytłumaczyć to dziedzictwem po wspólnym przodku, a nie przypadkową zbieżnością.
Bardzo interesująco wypadło porównanie zabawy z łaskotaniem. Śmiech wywołany łaskotaniem okazał się wyjątkowo regularny – niemal jak metronom – podczas gdy śmiech w trakcie swobodnej zabawy był znacznie bardziej chaotyczny. Autorzy tłumaczą to fizjologią. Ruch, przepychanki, szarpanie – to wszystko naciska, skręca i uciska klatkę piersiową, zaburzając rytm oddechu, z którego śmiech się rodzi. Łaskotanie natomiast uruchamia mechanizm bardziej odruchowy, na który w mniejszym stopniu wpływa chaos ruchu. Dlatego to właśnie „nieskażony” śmiech wywołany łaskotaniem stał się dla badaczy oknem na to, jak wyglądał układ oddechowo-głosowy naszych przodków zanim jeszcze nauczyli się mówić.
Wzdłuż drzewa rodowego od orangutana po człowieka widać wyraźny trend: śmiech przyspiesza. Ale nie każdy gatunek przyspiesza w tym samym tempie. To przede wszystkim śmiech wywołany łaskotaniem najlepiej oddaje to zjawisko. Śmiech w czasie zabawy pozostaje w tym względzie oporny na zmiany. I tylko ludzie okazali się zdolni do świadomej – a raczej zależnej od kontekstu – modulacji tempa. Nasz śmiech podczas łaskotania jest wyraźnie szybszy niż podczas zwykłej zabawy. Żadna z badanych małp tej różnicy nie wykazała. To właśnie tu, zdaniem autorów, przebiega jedna z linii demarkacyjnych między nami a resztą rodziny człekokształtnych. Nie w tym, że mamy rytm, bo mają go wszyscy, lecz w tym, że potrafimy nim elastycznie zarządzać.
Drugą badaną cechą była zmienność. Im bliżej człowieka na drzewie rodowym, tym większa nieprzewidywalność rytmu śmiechu. U ludzi zmienny, nieco „rozchwiany” rytm śmiechu jest odbierany jako cieplejszy i bardziej szczery niż śmiech sztywny i powtarzalny. Ten ostatni kojarzy się raczej z udawaniem albo skrępowaniem. Zdolność do swobodnego odchodzenia od metrum, przy jednoczesnym zachowaniu jego śladu, autorzy nazywają rytmiczną plastycznością. I widzą w niej zapowiedź czegoś znacznie ważniejszego – kontroli głosowej, która u człowieka umożliwiła w końcu mowę i śpiew.
Tutaj badanie śmiechu przestaje być jedynie ciekawostką, a staje się fragmentem badań nad tym, skąd wzięła się mowa. Śmiech – uniwersalny, obecny u wszystkich wielkich małp, niezależny od języka – jest elementem wyjątkowo cennym, pozwala bowiem prześledzić, jak krok po kroku, przez piętnaście milionów lat, luźny rytm oddechu przeradzał się w coś, co dziś nazywamy kontrolą nad własnym głosem. Zanim nauczyliśmy się mówić, musieliśmy nauczyć się śmiać.
Ze szczegółami badań można zapoznać się na łamach Communications Biology.



Komentarze (0)