Ultradrobne pyły zabijają około 2 milionów osób na świecie
Zanieczyszczenie powietrza zwykle kojarzymy ze smogiem widocznym gołym okiem albo znanym wskaźnik PM 2,5. Tymczasem najnowsze badanie zespołu kierowanego przez Josa Lelievelda i Andrei Pozzera z Instytutu Chemii im. Maxa Plancka wskazuje, że prawdziwym, niedocenianym zabójcą mogą być cząstki jeszcze mniejsze, ultradrobne pyły (UFP), o średnicy poniżej 100 nanometrów. Mają one tak małą masę, że nie są uwzględniane w standardowych normach jakości powietrza. Mimo to, jak pokazują autorzy, mogą odpowiadać za blisko dwa miliony zgonów rocznie na całym świecie.
UFP łatwiej wnikają w tkanki, omijają naturalne mechanizmy obronne układu oddechowego i – w przeciwieństwie do większych pyłów PM2,5, które zatrzymują się głównie w oskrzelach i płucach – potrafią przenikać przez pęcherzyki płucne bezpośrednio do krwiobiegu, a nawet do mózgu poprzez drogi węchowe. Stamtąd trafiają do serca, naczyń krwionośnych i innych narządów, wywołując stres oksydacyjny, dysfunkcję śródbłonka i przewlekły stan zapalny – procesy leżące u podstaw miażdżycy, nadciśnienia, zawałów serca, a być może również chorób neurodegeneracyjnych, takich jak Alzheimer czy Parkinson.
Ponieważ na świecie brakuje gęstej sieci pomiarów UFP, naukowcy połączyli dane satelitarne, informacje o zabudowie, ruchu drogowym, emisjach przemysłowych i stężeniach innych zanieczyszczeń z uczeniem maszynowym, tworząc mapę stężeń UFP o rozdzielczości 1 km dla całego globu. Uzupełnili ją modelem systemu Ziemi symulującym chemię atmosfery, co pozwoliło ustalić, skąd biorą się te cząstki. Z tak przygotowanego modelu wynika, że roczne średnie stężenia w miastach sięgają zwykle 10-30 tysięcy cząstek na centymetr sześcienny, a w najbardziej zanieczyszczonych rejonach nawet 40 tysięcy, podczas gdy na obszarach wiejskich to zaledwie 2-3 tysiące.
Aby przełożyć te stężenia na realny wpływ na zdrowie, badacze przeprowadzili metaanalizę czterech dużych badań kohortowych z USA, Kanady i Holandii, obejmujących łącznie ponad 13 milionów uczestników. Na tej podstawie oszacowali, że każde zwiększenie stężenia UFP o 10 tysięcy cząstek/cm3 podnosi ryzyko zgonu z jakiejkolwiek przyczyny o około 5,7%. Po zastosowaniu tego przelicznika do globalnej mapy ekspozycji wyszło im, że w Europie UFP odpowiadają za ponad 200 tysięcy zgonów rocznie, w Ameryce Północnej za blisko 100 tysięcy, a w skali całego świata – za około dwa miliony zgonów rocznie, co stanowi około 5% wszystkich zgonów z powodu chorób niezakaźnych. Około połowa tych zgonów wiąże się z chorobami układu krążenia.
Co ciekawe, najwyższe wskaźniki umieralności notuje się nie w krajach globalnego Południa, lecz w Europie Południowej i Wschodniej – między innymi w Grecji – a w Ameryce Północnej rekordzistą jest Kalifornia. Zdecydowana większość ofiar, aż 91% w skali globalnej, to mieszkańcy miast i przedmieść, co wskazuje wprost na miejskie źródła emisji.
Analiza źródeł pokazuje, że za ultradrobne pyły odpowiada niemal wyłącznie spalanie. W skali świata aż 75% ekspozycji wiąże się z paliwami kopalnymi wykorzystywanymi w przemyśle, energetyce i transporcie. W krajach o niższych dochodach istotną rolę odgrywa też spalanie drewna do gotowania i ogrzewania. Co istotne, autorzy zwracają uwagę, że filtry cząstek stałych i katalizatory w samochodach, choć skutecznie redukują masę spalin, niekoniecznie ograniczają liczbę emitowanych ultradrobnych cząstek, a czasem ją zwiększają.
Symulacje pokazują, że wprowadzenie rocznego limitu stężenia na poziomie 5 tysięcy cząstek/cm3 mogłoby zredukować globalną umieralność związaną z UFP o blisko połowę. Autorzy apelują o włączenie ultradrobnych pyłów do systemów monitoringu jakości powietrza i norm regulacyjnych, podkreślając, że dziś pozostają one – mimo udokumentowanego wpływu na serce, naczynia i mózg – praktycznie niekontrolowanym zagrożeniem zdrowotnym w miastach na całym świecie.
Źródło: Air quality and health implications of exposure to ultrafine particle pollution.



Komentarze (0)