Obóz następców Aleksandra Wielkiego. Hellenistyczny epizod w stepach Uzbekistanu
Zespół czesko-uzbeckich archeologów, w tym Ladislav Stančo z Uniwersytetu Karola w Pradze i Shapulat Shaydullaev z Uniwersytetu Państwowego w Termezie, od kilku lat przeczesuje dawne pogranicze baktryjsko-sogdyjskie. To kraina na styku dzisiejszego Uzbekistanu i Afganistanu, gdzie w III–II wieku p.n.e. rządzili greccy władcy, spadkobiercy imperium Aleksandra Wielkiego. Znane są tu warownie takie jak Kurganzol czy Uzundara, strzegące górskich przełęczy. Znacznie mniej wiadomo było jednak o zwykłych osadach na ich zapleczu. I to właśnie miało zmienić badania Iskandar Tepa.
Pierwsze wykopaliska w 2018 roku przyniosły rozczarowanie. Znaleziono jedynie skupisko na wpół zakopanych glinianych naczyń, bez struktury osadniczej. Miejsce wyglądało na coś w rodzaju prowizorycznego posterunku obserwacyjnego. Przełom przyniosły dopiero badania geofizyczne.
We wrześniu 2021 roku badacze użyli magnetometru oraz georadaru, sprawdzając niemal sześć hektarów terenu. Wynik przerósł oczekiwania. Pod powierzchnią znajdowała się owalna fosa o długości niemal 400 metrów, otaczająca obszar 1,2 hektara. Wewnątrz fosy zaś były gęsto rozmieszczone okrągłe anomalie, interpretowane jako doły zasobowe i zakopane pitosy, czyli wielkie gliniane naczynia magazynowe. Po bokach osady były zaś skupiska około 90 podłużnych anomalii uznanych za groby.
Kolejne wykopaliska, prowadzone już we wskazanych miejscach, potwierdziły te przypuszczenia. Na Iskandar Tepa znajdowała się fosa szerokości od 4 do 7 metrów i głębokości dochodzącej do metra. W jej wnętrzu odkryto ślady drewnianej konstrukcji – regularnie rozmieszczone dołki posłupowe, ułożone w łuk. Odsłonięto też naczynia magazynowe, niektóre zachowane do wysokości metra, z charakterystycznymi białymi naciekami mineralnymi na ściankach. Naczynia z takimi konkrecjami znaleziono tutaj już wcześniej. Archeolodzy na razie nie potrafią wyjaśnić tego zjawiska.
Najbardziej intrygujący jest jednak brak śladów trwałej zabudowy. Nie ma fundamentów, nie ma glinianych cegieł. Pozostały jedynie doły po słupach i naczynia wkopane w ziemię, prawdopodobnie służące do gromadzenia wody, sprowadzanej zapewne z pobliskiej doliny lub zbieranej za pomocą kanału, którego pozostałości również namierzono. Dlatego też badacze stwierdzili, że w tym miejscu nie istniał stały posterunek. Iskandar Tepa mogła być krótkotrwałym greckim obozem wojskowym, wykorzystywanym sezonowo lub okazjonalnie, a nie stałą osadą.
Taka forma – wzniesienie otoczone fosą, bez murowanej architektury, z prowizorycznymi konstrukcjami drewnianymi – nie została dotychczas zidentyfikowana w Azji Środkowej. Dlatego też autorzy badań ostrożnie podchodzą do swojej identyfikacji jako tymczasowego obozu wojskowego. Zauważają jednak, że pod względem układu przestrzennego i chronologii podobne jest Boysari Tepa w środkowej Sogdianie, około 20 kilometrów na południowy zachód od Samarkandy.
Szczegóły badań opisano w artykule Geophysical and archaeological survey of the Hellenistic period settlement Iskandar Tepa in the Bactro-Sogdian borderlands.




Komentarze (0)