Niszczyciel światów. Historia epoki nuklearnej
Ależ to jest dobra książka! Jeśli oglądaliście „Oppenheimera”, musicie ją przeczytać. Jeśli nie oglądaliście – również musicie ją przeczytać.
„Niszczyciel światów. Historia epoki nuklearnej" to fascynująca opowieść o tym, jak „niewyraźna plama na kliszy fotograficznej, odkryta przypadkiem w 1896 roku przez Henriego Becquerela, doprowadziła ludzkość na skraj absolutnej zagłady”. I mimo że to 370-stronicowa historia, ani przez chwilę nie poczujecie nudy czy znużenia.
Frank Close, emerytowany profesor fizyki teoretycznej w Oksfordu, członek Royal Society, były dyrektor ds. komunikacji w CERN, laureat Medalu Kelvina i Nagrody Faradaya ma niezwykły dar opowiadania. Niezwykle szczegółowo opisuje badania, które zaowocowały wykorzystaniem przez ludzkość energii atomu, ale tych szczegółów jest w sam raz by czytelnika bez reszty wciągnąć w opowieść, ale by nie czuł przesytu i nie zaczął się gubić czy nudzić.
Na kartach książki spotkamy największych – Becquerela, Roentgena, Thomsona, Rutheforda, państwo Curie i Joliot-Curie, Bohra, Fermiego, Pauliego, Majoranę, Heisenberga czy Flerowa. Ludzi, o których uczymy się w szkole, których „spotykamy” na każdym kroku. Ale są też i mniej znani. Jak niezwykły geniusz Ernest Marsden, dzięki któremu Rutheford wydedukował strukturę jądra atomu. Frank Close zapewnia, że Marsden byłby murowanym kandydatem do Nobla, gdyby nie zginął w bitwie o Gallipoli.
Jak na dobrą książkę przystało, opowieść zaczyna się od trzęsienia ziemi – jest nim tutaj pierwszy w historii test broni jądrowej – a później cofamy się o całe dziesięciolecia i napięcie ciągnie rośnie.
PWN nie od dzisiaj wydaje świetne książki. Ta zaś jest genialna. Bo to nie tylko opowieść o fizyce. To książka o historii nauki, która pokazuje nam, jak wielkie grono genialnych ludzi, krok po kroku, dzięki determinacji, poświęceniu, olbrzymiej wiedzy, intuicji, niejednokrotnie przypadkowi, wspólnym wysiłkiem – choć często pracując osobno – pozwoliło ludzkości na, częściowe, opanowanie energii jądrowej. Z wszystkimi dobrymi i złymi tego konsekwencjami.
Przy okazji zaś pochwalimy się, że KopalniaWiedzy jest jednym z patronów medialnych "Niszczyciela światów". I bardzo jesteśmy z tego dumni.


Komentarze (0)