Szabrownicy trafili na nieznaną willę w okolicy, w której bywali dobrzy cesarze
Był lutowy poranek, kiedy policja metropolitalna Rzymu odebrała informacje, że na terenie Castel di Guido ktoś prowadzi nielegalne wykopaliska. Szabrownicy przyszli w nocy z koparkami, zostawiając po sobie głębokie bruzdy i hałdy ziemi. Przyszli po łupy. Trafili na coś, czego się nie spodziewali.
Castel di Guido leży za obwodnicą Rzymu, na zachód od Wiecznego Miasta. Tutaj, przy XII mili starożytnej Via Aurelia, znajdowało się Lorium – stacja pocztowa, a zarazem jedno z ulubionych miejsc dynastii Antoninów. Antoninus Pius spędził tu dzieciństwo, wzniósł rezydencję i tu właśnie umarł. Bywał tutaj i Hadrian, i Marek Aureliusz.
Prestiż miejsca przyciągał arystokrację. Osiedlali się tu przedstawiciele możnych rodów. Budowali wille, zakładali majątki, urządzali życie na wzór tego, co znali z Miasta. O tym wszystkim wiedziano. Teraz możemy poznać nieznaną część historii.
Już siedemnastego lutego, dzień po zgłoszeniu, powiadomiono Wydział Ochrony Zabytków Karabinierów. Następnego dnia odbyła się inspekcja na miejscu. A 23 lutego ruszyły prace zabezpieczające, ustawiono kamery pułapkowe, ogrodzono teren. Wszczęto procedurę nagłą, która pozwoliła na rozszerzenie wykopalisk do celów naukowych.
Pod kierownictwem archeolog Alessii Contino zaczęto zdejmować kolejne warstwy ziemi. I wtedy, centymetr po centymetrze, zaczęło wyłaniać się coś, czego żadne źródło historyczne nie odnotowało – rozległa willa z okresu cesarstwa. Mury miejscami zachowały się do półtora metra wysokości. Mozaiki leżały tam, gdzie je ułożono dwa tysiące lat temu.
Centrum odkrytej struktury stanowi atrium z impluvium – reprezentacyjny hol z basenem na deszczówkę, który w rzymskiej architekturze mieszkalnej pełnił funkcję zarówno praktyczną, jak i prestiżową. Wokół basenu rozciąga się posadzka w geometryczne i roślinne wzory w czerni i bieli, wielobarwne wstawki marmurowe, szeroki próg z bordiurą w warkocz, a w środku delikatny motyw celtyckich tarcz na białym tle.
Wokół atrium znajdują się cztery pokoje, trzy z nich z zachowanymi podłogami. Każda jest inna, każda świadcząca o tym, że właściciele nie szczędzili na wydatkach.
Na tylnej ścianie atrium zachował się czerwony tynk. To dolna partia fresku, którego wyższe kondygnacje przedstawiały żółte i błękitne pola z postaciami ludzkimi i motywami roślinnymi. Wiemy o tym z fragmentów znalezionych w hałdach ziemi wyrzuconej przez szabrowników – okruchów, które przetrwały tylko dlatego, że zostały starannie przesiane przez archeologów.
Ale największe zaskoczenie czekało w impluvium.
Kiedy archeolodzy zaczęli badać dno basenu, wyłonił się posąg. Fragmentaryczny, wysoki na około osiemdziesiąt centymetrów, wykonany z białego marmuru. Brodaty mężczyzna w krótkiej tunice, z pasem na ramieniu – na lewym dźwiga kosz, na którym widać ptaki z przodu i owoce z tyłu. Prawa ręka wyciągnięta do przodu, jakby coś podawała lub coś trzymała. Małe zwierzę, może cielę, może prosię.
Kim jest ta postać? Badacze skłaniają się ku poglądowi, że to Sylwan, italskie bóstwo lasów, pól i granic, opiekun wszystkiego, co rośnie i co daje pożywienie. Nie wykluczają jednak, że to sylen z orszaku Dionizosa, lub duch pory roku, lub po prostu pasterz. Każda z tych interpretacji ma sens w kontekście podmiejskiej willi bliskiej naturze. Posąg czeka jeszcze na pełne opracowanie naukowe.
Nie wiemy, kto mieszkał w willi. Wysoka jakość dekoracji wskazuje na kogoś zamożnego i wysoko urodzonego – może arystokratę powiązanego z dworem, może kogoś z kręgu samej rodziny cesarskiej, skoro granice imperialnej posiadłości w Lorium nie są do dziś pewne. Willa była użytkowana najprawdopodobniej od pierwszej połowy I wieku, a porzucono ją stopniowo gdzieś w III stuleciu, mniej więcej wtedy, gdy cesarze przestali bywać w tych stronach i coraz rzadziej przebywali w Rzymie.





Komentarze (0)