Jak francuski filolog klasyczny tropi książki skradzione z polskiej biblioteki

Było to zaledwie kilka tygodni po rozpoczęciu mojej pracy w Oddziale Rękopisów. Moja przełożona zapytała mnie, czy nie chciałbym opracować katalogu dawnych listów przechowywanych w naszych zbiorach. Szukając zespołów korespondencji, natrafiłem na listy słynnego renesansowego hellenisty i zauważyłem, że części z nich brakuje. Wydało mi się to podejrzane. Ponieważ podczas pracy nad doktoratem musiałem czytać setki rękopiśmiennych listów rozproszonych w bibliotekach i archiwach całej Europy, wiedziałem, jak i gdzie szukać. Szybko udało mi się zlokalizować brakujące listy w niemieckiej bibliotece, gdzie zostały nabyte pod koniec lat osiemdziesiątych. To jeszcze bardziej wzbudziło moje podejrzenia.

Naszym gościem jest francuski filolog klasyczny dr Antoine Haaker. Po studiach w swojej ojczyźnie, we Włoszech i w Stanach Zjednoczonych przeniósł się do Wrocławia, gdzie uzyskał stopień doktora na podstawie rozprawy doktorskiej poświęconej siedemnastowiecznemu uczonemu Klaudiuszowi Salmazjuszowi. (Jej tytuł brzmi Specimen editionis criticae Claudii Salmasii vitae a Philiberto de La Mare conscriptae.)
Obecnie pracuje w Oddziale Rękopisów Biblioteki Uniwersyteckiej we Wrocławiu. Po godzinach poszukuje, identyfikuje i stara się odzyskiwać cenne księgi, które zostały skradzione ze zbiorów biblioteki.

Urodził się Pan we Francji, studiował filologię klasyczną w swojej ojczyźnie, we Włoszech i w USA. Skąd decyzja, by zawodowo związać się z Wrocławiem?

Filolodzy klasyczni na Zachodzie uczą się zazwyczaj języka angielskiego, niemieckiego, francuskiego i włoskiego, natomiast bardzo rzadko poznają któryś z języków słowiańskich. Kiedy nadarzyła się okazja do pracy w Polsce, kraj ten bardzo mi się spodobał. W tamtym czasie myślałem o rozpoczęciu studiów doktoranckich. Uznałem, że będzie to ciekawa okazja, aby zrobić doktorat właśnie tutaj, poznać kulturę polską i nauczyć się języka polskiego, który (po rosyjskim) jest najważniejszym językiem słowiańskim. Nie zdawałem sobie jednak wówczas sprawy z tego, jak trudny jest język polski!

Zna Pan kilka języków. Który sprawił Panu najwięcej trudności, a który najwięcej radości podczas nauki?

Który język sprawił mi najwięcej radości podczas nauki? Greka – najpiękniejszy język świata. A który sprawił mi najwięcej trudności? Również greka. Jest niezwykle bogata, między innymi dlatego, że istniała i rozwijała się przez wiele stuleci. Ponadto występuje w wielu dialektach. Podobnie trudny jest sanskryt, chociaż ma prostszą składnię niż greka.

Czym zajmuje się Oddział Rękopisów Biblioteki Uniwersyteckiej we Wrocławiu, w którym Pan pracuje?

Oddział Rękopisów przechowuje ocalałe po wojnie kolekcje z całego Śląska. Są to zbiory bardzo zróżnicowane pod względem tematyki, chronologii i języka. Znajdują się wśród nich dzieła prawnicze, medyczne, filozoficzne i teologiczne, materiały genealogiczne, sztambuchy, utwory autorów klasycznych oraz korespondencje uczonych. Przechowujemy rękopisy łacińskie i niemieckie, ale także włoskie, francuskie, polskie, starogreckie oraz zapisane w różnych językach orientalnych. Posiadamy największą w Polsce kolekcję rękopisów średniowiecznych, ale oprócz nich przechowujemy również rękopisy ze wszystkich późniejszych epok.

Praca Oddziału polega na opracowywaniu tych bardzo zróżnicowanych rękopisów w inwentarzach i katalogach, udostępnianiu ich badaczom oraz odpowiadaniu na kwerendy dotyczące naszych zbiorów.

W mojej ojczyźnie, we Francji, również znajdują się bardzo bogate zbiory rękopisów. Różnica polega jednak na tym, że od czasów Wielkiej Rewolucji ich skład niewiele się zmienił, a większość z nich została już dawno opracowana i skatalogowana. We Wrocławiu sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Po II wojnie światowej zgromadzono tu ocalałe fragmenty wielu bibliotek publicznych i prywatnych. Ich opracowanie i skatalogowanie to zadanie ogromnej skali, które wciąż pozostaje dalekie od zakończenia, przede wszystkim z powodu niewielkiej liczby pracowników oraz stopnia złożoności tego przedsięwzięcia.

To dla mnie ciekawa, ale trudna praca. Mam wrażenie, że nigdy nie znam wystarczająco dobrze historii, języków, literatury ani paleografii, aby być naprawdę dobrym bibliotekarzem. Moją dewizą mogłyby być słowa: Utinam essem bonus bibliothecarius! („Obym był dobrym bibliotekarzem!”).

Poza tym jest wiele do robienia. W ostatnich latach oddział stracił wiele etatów, ale zakres naszych obowiązków się poszerzył. Teraz prowadzimy zajęcia dla studentów poświęcone rękopisom, przygotowujemy często prezentacje rękopisów dla odwiedzających, piszemy teksty dla działu komunikacji i promocji, a także organizujemy wystawy. Na przykład w tych dniach przygotowuję wystawę cymeliów pochodzących z dawnej biblioteki dominikanów we Wrocławiu z okazji 800-lecia ich obecności w mieście. Wystawa powinna zostać otwarta w październiku.

Czy podczas swoich badań natrafił Pan na źródło lub dokument, który całkowicie zmienił Pana spojrzenie na jakieś wydarzenie?

Niekoniecznie. Mam raczej wrażenie, że w archiwach i bibliotekach dokonuję drobnych odkryć. To właśnie ich nagromadzenie pozwala z czasem zmienić kompletnie nasze spojrzenie na daną postać lub wydarzenie historyczne.

Wydawałoby się, że biblioteka uniwersytecka, z jej katalogami, uporządkowaniem, zespołem pracowników, naukowcami i studentami nie powinna skrywać nieznanych dzieł. Tymczasem Pan taką tajemnicę ostatnio odkrył. Jak Pan wpadł na pracę doktorską Goethego?

Positiones Juris, czyli „Tezy prawnicze” młodego Johanna Wolfganga von Goethe, © Biblioteka Uniwersytecka we Wrocławiu

W pewnym sensie niczego nie odkryłem, ponieważ ta książka od dawna figurowała w katalogu bibliotecznym. Zdałem sobie tylko sprawę z tego, że jest niezwykle rzadka – o ile wiem, nie posiadają jej nawet Biblioteka Państwowa w Berlinie ani Biblioteka Księżnej Anny Amalii w Weimarze, specjalizująca się w życiu i twórczości Goethego. 

Dlaczego wcześniej tego nie zauważono? Biblioteka Uniwersytecka we Wrocławiu posiada ponad 300 tysięcy starych druków. Łatwo przeoczyć tę niewielką, późną (bo dla nas druk z 1771 roku jest już późny) i niepozorną broszurkę. Z drugiej strony jest coraz mniej badaczy i studentów czytających po łacinie, która stanowi główny język naszych starych druków. W rezultacie maleje liczba osób, które mogą używać naszych zbiorów i, co idzie za tym, dokonywać w nich odkryć. To szkoda, ponieważ w Bibliotece Uniwersyteckiej we Wrocławiu wciąż pozostaje jeszcze bardzo wiele do odkrycia!

Antoine Haaker Biblioteka Uniwersytetu Wrocławskiego odzyskiwanie książek